środa, 23 marca 2011

Postcrossing nr 3 - Finlandia

Przeurocza postcrossingowa kartka z Finlandii - jak zobaczyłam jeża, uzmysłowiłam sobie, że właściwie mogłabym w profilu napisać, że lubię kartki z kolczastymi stworzeniami. Nawet chyba gdzieś w zbiorze maskotek mam co najmniej dwudziestoletniego już jeża Kleofasa. Do kompletu znaczek z Muminkiem (ale o znaczkach będzie w odrębnych wpisach, bo swego czasu też kolekcjonowałam i nawet mały klaser się tego zebrał).

wtorek, 22 marca 2011

Postcrossing nr 2 - USA

Postcrossingowa kartka z USA od Megan - panorama Indianapolis z widocznym na pierwszym planie budynkiem Stanowego Kapitolu, zbudowanym w 1888, a obecnie będącym siedzibą Zgromadzenia Generalnego, gubernatora i Sądu Najwyższego stanu Indiana.
Z ciekawostek związanych z Polską - honorowym obywatelem Indianapolis jest Krzysztof Krawczyk.

niedziela, 20 marca 2011

Gadżety z Puchatkiem

Zasadniczo wolę Puchatka w wydaniu znanym z ilustracji E. H. Sheparda, no ale cóż można poradzić na wszechobecność projektów studia Disneya. Kubuś jest Kubusiem i co jakiś czas wpadają w moje ręce gadżety z nim związane. Tym razem - trójwymiarowe zmiennoobrazkowe krążki dołączone do paskudnej w smaku truskawkowej gumy do żucia. Guma pozostała już tylko wspomnieniem, a ja stałam się mniej lub bardziej szczęśliwą posiadaczką dwóch z dwunastu dostępnych krążków.

sobota, 19 marca 2011

Postcrossing nr 1 - Hiszpania

No i doczekałam się mojej pierwszej postcrossingowej kartki - od Evy z Hiszpanii. W swoim profilu na stronie napisałam, że nie mam konkretnych preferencji i lubię niespodzianki - kartki, które nadawcy wybiorą, kierując się swoimi upodobaniami. Eva - jak sama napisała - lubi filmy, muzykę i modę w starym stylu, dlatego wysłała mi kartkę vintage, ze zdjęciem, które uważa za urocze. Do tego znaczek z motylem dostojka adype.

piątek, 18 marca 2011

Mrugająca Japonka nr 1

Od paru dni bawię się w postcrossing (w skrócie: swego rodzaju wymiana pocztówek z ludźmi z całego świata), ale że jeszcze do mnie żadna kartka nie trafiła, to na pocztówkową inaugurację wybrałam coś ze swojej na razie niedużej kolekcji.
Jest to jedna ze słynnych niegdyś trójwymiarowych pocztówek z mrugającymi Japonkami (niestety, skaner odmówił poruszenia kartką i zeskanowania jej w dwóch wersjach - z mrugnięciem i bez). Wykopana w nieprzebranych pocztówkowych zasobach babci, a wiele lat wcześniej przywieziona przez dziadka z... Iraku.
Chociaż nie wiem, czy powinnam się przyznawać, bo na odwrocie stoi czarno na białym "export prohibited to all Europe"... No ale cóż, dziadkowi już nie zaszkodzę ;)

czwartek, 17 marca 2011

Samuraj lego (minifig)

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, żyła dziewczynka, która kilka miesięcy po 30. urodzinach kupiła sobie pierwsze lego. I nie, nie był to samuraj, ale na fali prezentacji figurek samurajów wybrałam akurat tego minifiga.
Jako że wszystko, co fajne, zwykle jest trudno dostępne, to i zdobycie lego samuraja wymagało:
- wycieczki na drugi koniec miasta,
- porównywania ledwo widocznych kropek wytłoczonych na opakowaniach minifigurek z kodami z internetu,
- macania dziesiątek torebek z ludzikami (chociaż niektórzy twierdzą, że akurat samuraj został szybko wymacany :P).
No ale jest, stoi i terroryzuje innych małych mieszkańców wielkiej półki (szkoda tylko, że akurat to wydanie nie ma złotej, księżycokształtnej ozdoby hełmu...)

środa, 16 marca 2011

Figurki samurajów z jajek-niespodzianek

Najczęściej przewijającym się w moich zbiorach i upodobaniach motywem związanym z Japonią jest motyw samuraja. W kinie japońskim najbardziej cenię filmy przedstawiające historię tych niezwykłych wojowników, w literaturze szukam przejawów etosu tej grupy społecznej, nawet wśród moich ulubionych serii anime dominują tytuły oparte na klimatach samurajskich. Nic więc dziwnego, że jak wiele lat temu w jajku-niespodziance trafiłam na figurkę japońskiego wojownika, musiałam "zebrać je wszystkie".
Seria liczy cztery sztuki, wykonane z metalu, z niezwykłą jak na 'jajkowe' produkty dbałością o szczegóły. Na pierwsze dwie figurki trafiłam sama jeszcze w latach 90., standardowo na chybił trafił wybierając jajka Kinder Surprise, trzecią dostałam od siostry koleżanki (kosztowało mnie to dwie inne, mniej dla mnie cenne plastikowe figurki), czwarta pojawiła się u mnie latem zeszłego roku, kiedy to pogodzona już z niepełnością samurajskiego zastępu, przypadkowo zupełnie znalazłam brakującego wojownika na jarmarku i miałam na tyle szczęścia, że można było kupić pojedynczy egzemplarz bez konieczności kupowania całego zestawu. Banzai!